Nie tylko Google (który w obecnej chwili zdominował rynek), ale także Bing oraz Yahoo ingerują w wyniki wyszukiwania. Podczas przedstawiania wyników wyszukiwania promują własne produkty czy usługi. Jest to działanie o tyle niekorzystne, bo nie pozwala innym firmom efektywnie konkurować z gigantami internetowego rynku.

Potwierdzenie powyższego odkrycia znalazł profesor Benjamin Edelman, który wraz z Benjaminem Lockwood’em podjął się eksperymentu w sierpniu 2010 roku. Obaj testowali 32 hasła wyszukiwania na różnych wyszukiwarkach. Google oraz Yahoo dowiodły preferencje wyników z własnych serwisów. Znajdowały się przeważnie na trzech początkowych miejscach listy wyników (głównie na pierwszym, rzadziej drugim czy trzecim). Gdy więc wpisano słowo „e-mail”, to jako pierwsze wyniki trafiały się lokalizacje związane z Google czy Yahoo!

Dowiedziono także, iż preferencje internetowych gigantów mogą się rozmijać z oczekiwaniami zwykłych użytkowników. W takim przypadku pierwszy wynik wyszukiwarki może zostać pominięty na rzecz znajdujących się nieco dalej na liście. Przykładem może być słowo kluczowe „e-mail” (o którym była już raz mowa wcześniej). Wyszukiwarka Google na pierwszym miejscu wyświetliła wynik mail.google.com wraz z informacją o 29% ogólnej liczby kliknięć. Tymczasem drugi wynik na tej samej liście mail.yahoo.com osiągnął aż 54% kliknięć. Wyciągnięto konkluzję, że Google nie zawsze stosuje sortowanie wyników wyszukiwania pod względem obiektywności, bez manipulacji czy przy użyciu bazy algorytmów.

Firma comScore wspomina, że użytkownicy w około 33% klikają na wynik, który w wyniku wyszukiwania uzyskał pierwszą pozycję. Potwierdza to praktykę internetowych gigantów oraz kluczową rangę ich strategii autopromocji. Nie bez znaczenia okazała się zaistniała niedawno współpraca Microsoftu z Yahoo. Skutkowało to tym, że Bing preferował strony koncernu z Redmond w mniejszym stopniu niż właśnie Yahoo.